24 czerwca 2006 r. w foyer Miejskiego Domu Kultury została otwarta wystawa fotografii Jakuba Lechowskiego zatytułowana Radomsko. Towarzyszyła uczestnikom i gościom II Festiwalu Chóralnego, aby mogli zapoznać się nie tylko ze współczesnym, ale i dawnym Radomskiem, tym sprzed 30–40 laty. W miesiącach lipcu i sierpniu 2006 r. wszyscy mieliśmy okazję przyjrzeć się spokojnie pełnym nostalgii biało–czarnym fotografiom Jakuba Lechowskiego. Swoiste przedłużenie niniejszej wystawy stanowią kolorowe fotografie tegoż autora, Radomska współczesnego, podlegającego ciągłym przemianom, prezentowane w gablocie na górnym korytarzu MDK.

Sentymentalny urok przeszłości

Wśród prezentowanych na wystawie fotografii dominują dwa rodzaje spojrzenia: pierwszy, który technicznie nazwałabym „architektonicznym”, można przybliżyć przez przywołanie zdjęć z albumów wielkich miast przepełnionych zabytkami architektury, drugi jest spojrzeniem kontemplacyjnym, wyciszonym, poszukującym piękna w nieszablonowym ujęciu tego, co powszechnie znane. Spojrzenie „architektoniczne” wydobywa monumentalizm budowli, jej dominującą nad miastem bryłę, podkreśla jej rozpoznawalność nawet w niewielkich detalach, kładzie nacisk na podobieństwa urbanistyczne i stylistyczne. Spojrzenie kontemplacyjne uczy, iż piękno jest powszechną cechą, którą tylko należy umieć dostrzec.
Zdjęcia miasta „z lotu ptaka” wykonał Lechowski z wieży kościoła św. Lamberta. Od tego centralnego budynku rozchodzą się promieniście uliczki, choć nie zawsze równe i nie zawsze zabudowane równie wysokimi czy solidnymi domami, mające jednak niewątpliwy urok wielkomiejski. Wzrok może przez chwilę pobłądzić od domu do domu ulicą Przedborską, Krakowską, a nawet Stodolną i przenieść się na moment w szarą przeszłość miasta. Może dostrzec i barwne neony nad „Domem Książki” czy postać pędzącej z zakupami zawirowanej pani, niegdysiejszymi symbolami miejskości. I fontanny poprzez której rozproszone krople rzeczywistość jawi się wcale nie szara. Ulicę Reymonta fotograf ukazał w sposób znany głównie z przedwojennej i wczesnopowojennej fotografii: poprzez spieszący tłum w górę ulicy. Kamienice ukazane w znacznym skrócie, zatrzymują przed wzrokiem patrzącego większość biedy sklepów i zakładów usługowych lat sześćdziesiątych. Pozostał ruch spieszących się ludzi, rytm domów i wieża kościelna górująca na linii horyzontu.
Kościół farny na fotografiach Lechowskiego stanowi centralny punkt miasta. Każdemu jednak ujęciu tego ogranego przez lata motywu, towarzyszy zachwyt i świeżość spojrzenia. Fasada ukazana z góry, z ratuszowej wieży, podkreśla jej wielopoziomowość i potęgę. Z boku – wysmukłość kolumn osłaniających główne wejście. Z pierwszoplanową postacią Madonny – powierzenie Jej w opiekę radomszczańskiego kościoła. Postacie przemierzające kościelny dziedziniec, czynią z niego miejsce spotkań i historycznej zadumy. Zaskakuje widok kościoła zza zakrętu po prawej stronie. To spojrzenie jest obecnie zarezerwowane tylko dla kierowców, a brak w tym miejscu przejścia dla pieszych czyni z fotografii Lechowskiego zjawisko prawie niepowtarzalne. Zaskakuje także zimowe zdjęcie kościoła pokazanego poprzez prywatne ogródki, dzięki czemu staje się jakby dalszym ciągiem przestrzeni prywatnej.
Klasztor OO. Franciszkanów jest dla radomszczańskiego artysty miejscem zadumy. Lechowski dokumentuje jego najbardziej charakterystyczne elementy: wejścia główne i boczne, dziedziniec z figurą Matki Boskiej i krzyżem, wewnętrzne korytarze, pobliską austerię. Dla każdego jednak z tych miejsc znajduje inny klimat, który nadaje mu własną interpretację. Głównym wejściem zmierza w stronę kościoła zatroskana starsza kobieta, jesień w niej i wokół niej są ze sobą w doskonałej harmonii. Od strony ulicy Kościuszki podjechał ktoś na chwilę samochodem, by nie odczuć za bardzo zimowego chłodu. Bryłę kościoła okalają majowe ukwiecone drzewa, i duch i ciało podlegają wszak ciągłej pracy i odnowie. Korytarz górnego piętra wypełnia niemal mistyczne światło. Zimowa austeria jest zaledwie cytatem z zapomnianej przeszłości.
Kościół Marii Magdaleny, taki jak na fotografiach Lechowskiego, odszedł wraz z towarzyszącą mu wówczas zimą. Artysta sportretował go bowiem przed dobudową drewnianej przybudówki. Wierni stoją na ośnieżonych schodach kościoła, a sople lodu zwisające z dachu lśnią w słońcu niczym najpiękniejsza kolumnada.
Na prezentowanych fotografiach Lechowskiego klimat tworzą pory roku i pory dnia. Fotograf nie boi się nocy z jej głębokimi ciemnościami i punktowymi światłami, zimy z zaspami i rozjeżdżonymi zwałami śniegu. Staje o krok dalej niż przebiega trasa codziennych wędrówek i już widzi inaczej. Potrafi zaczekać na człowieka, który swoją postacią i troskami ożywi pustą przestrzeń ulicy, zaułku, wnętrza. Potrafi także latami czekać na uważnych odbiorców swoich zdjęć.
Beata Anna Symołon

Galeria foto

Powrót – Back



Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.