Misterium Męki Pańskiej w Górce Klasztornej koło Łobżenicy

Fotografie: Mariusz Broszkiewicz

K a j f a s z o w y   s ą d

Góreckie Sanktuarium Maryjne w swojej 927 letniej historii było wielokrotnie doświadczane cierpieniem i śmiercią. Przypominane w tym miejscu najważniejsze doświadczenie krzyża przenosi przeżycia jednostkowe w sferę uniwersum, nadaje mu rzeczywisty sens, ale i właściwe proporcje.
Do klasztoru prowadzi stara trójdzielna brama. Ciszy i spokoju klasztornego wzgórza broni otwarcie tylko jednego jej skrzydła. Z wiekiem murów koresponduje wieczna zieleń omszałych drzew. Przestrzeń pasyjna jest prawie pusta. Poza krużgankami pełniącymi rolę wnętrz, nie zbudowano w Górce typowej kalwarii. Płaskorzeźby upamiętniające stacje Męki Pańskiej, rozmieszczone w otoczeniu klasztoru, towarzyszą bardziej codzienności wiernych niż odświętności uczestników misterium. W umownej scenografii pojawia się także niewiele sprzętów: stół, krzesła, fotel na podwyższeniu. Dosłowność miesza się z symbolicznością: chleby paschalne, dzban i czarki do wina, owoce południa obok kielicha i monstrancji. W trakcie dziania się spektaklu rzeczywistość ustępuje miejsca symbolowi. Lecz obie sfery ujęte statycznie na zdjęciu, zdają się być bardziej martwą naturą niż wyznacznikami przestrzeni sacrum. Także kostiumy są umowne – ich twórcy kierowali się intuicją, a nie potrzebą naśladownictwa. Złota materia udaje zbroje, a nie ją naśladuje, dlatego żołnierze rzymscy zdają się być tylko papierowymi pionkami w rękach Kajfasza, a nie groźnym oddziałem. Uwagę widza przyciąga przede wszystkim grafika bieli i czerni członków Sanhedrynu. I znacząca, mimo zapoznania, symbolika bieli, czerwieni i błękitu.
Niewinnie oskarżony Chrystus w bieli, król w purpurze i cierniowej koronie, ponowna biel bandaży niesprawiedliwie zgładzonego. Czerwona szata Marii Magdaleny stanowi przypomnienie jej niechlubnej przeszłości, a biały szal możliwość radykalnej odmiany przeznaczenia. Włosami obmywa dawne winy. I właśnie obraz Marii Magdaleny u stóp ukrzyżowanego Chrystusa, błękitna Maria wspierana ramieniem Jana oraz rzymscy strażnicy piesi i konni, stanowią najmocniejszy kolorystycznie akcent wystawy. Żydowski tłum, choć kolorowy, jest martwy, pozbawiony głosu i osobowości. Nic nie znaczący.
Chrystus w zapisie Broszkiewicza jest symbolem samego siebie, historii swojego życia. Rzeczywistym kreatorem jest Kajfasz. Od jego wyrazistej, dynamicznej i złowrogiej postaci nie sposób się uwolnić. Kajfasz manipuluje Judaszem, sądzi Jezusa, przemawia, kontroluje drogę krzyżową i ukrzyżowanie. Przestrzeń gry opuszcza dopiero wtedy, gdy jest pewien zakończenia ziemskiej historii Chrystusa, bowiem nad sferą nadprzyrodzoną jego władza już się nie rozciąga.
Obcowanie z tymi zdjęciami jest ciekawym doświadczeniem poznawczym: mamy możność wglądu w to, co pozostaje z przedstawienia pasyjnego po opuszczeniu, niemożliwych do przekazania za pomocą obiektywu, uczuć religijnych i emocji tłumu.

Beata Anna Symołon
foto Mariusz Broszkiewicz


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.