„Jaś się doczekał”

– wspomina Jan Niezabitowski

Jan Niezabitowski

Pan Zdzisław Wiśniewski, właściciel i redaktor portalu internetowego „www. noworadomsk. pl”, zwrócił się do mnie z sugestią, że w opracowywanej przez niego publikacji n.t. kabaretu „Nietoperz” oprócz kalendarium oraz archiwaliów powinny się znaleźć wspomnienia czy impresje głównych bohaterów historii „Nietoperza”.
Dodał z naciskiem, że jako najdłużej z „Nietoperzem” związany, t.j. od pierwszego do ostatniego dnia działalności kabaretu – przez pięć lat jako kierownik artystyczny a następne 12 lat jako kierownik i reżyser zespołu – jestem szczególnie do tego predysponowany, i że tak również uważają inne osoby zainteresowane tym tematem.

Ha, cóż – skoro tak… to ad rem!
Skąd u inżyniera kabaret?! Zatem na początku trochę historii.
W latach 1954 – 55, kiedy powoli rozpoczynała się w Polsce odwilż po zimie stalinizmu, jako jedni z pierwszych wyczuli ją studenci. Zaczęły powstawać liczne teatry i kabarety studenckie.
Miałem przyjemność oglądać pierwsze spektakle STS–u ( Studenckiego Teatru Satyryków), wokół którego zebrało się znakomite grono autorów – Osiecka, Abramow, Jarecki, Fedecki, Lusztig – oraz gościnne występy kabaretu Bim-Bom z Gdańska z Kobielą i Fedorowiczem.
Najbardziej zapadł mi w pamięć występ STS-u w auli Politechniki Warszawskiej w październiku 1956 roku. Zebrani tam studenci czekali na wyniki rozmów Władysława Gomułki z Chruszczowem i Bułganinem, którzy przyjechali do Warszawy zrobić porządek z krnąbrnymi „polaczkami”.
W trakcie oczekiwania wysłuchaliśmy wystąpień m.in. słynnego już wtedy Lechosława Goździka z F.S.O. i innych wyłonionych ad hoc przywódców.
W przerwach pomiędzy wystąpieniami oglądaliśmy występy STS-u. Szczególnie zapadł mi w pamięć tekst, który pamiętam do dziś:
Osoba I – Nasza teza nie zgadza się z rzeczywistością.…
Osoba II – Należy zmienić tezę!
Osoba III – Należy zmienić rzeczywistość!
Osoba IV – Ależ nie! Należy po prostu zmienić to, że się nie zgadza!…
Po Październiku, w klubie „Stodoła”, który powstał w baraku będącym uprzednio stołówką budowniczych Pałacu Kultury, oprócz cotygodniowych „ubawów” – zaistniał kabaret.
Ojcem Chrzestnym kabaretu był Jan Biczycki, który odszedł z ciepłej posadki asystenta reżysera w teatrze „Syrena”, aby z niczego stworzyć studencki kabaret.
Skompletował zespoł aktorski, namówił do pisania dla tego zespołu Andrzeja Drawicza, Jana Stanisławskiego, Jacka Korczakowskiego, Andrzeja Krajewskiego, Tadeusza Łojka oraz Bogusława Choińskiego i Jana Gałkowskiego.

W kabarecie „Stodoła” występowali: Krystyna Chimanienko, Jan Stanisławski, Krzysztof Świętochowski, Bogdan Czyżewski, Robert Polak (wszyscy zostali profesjonalnymi aktorami), gościnnie w pierwszym programie Sława Przybylska i w jednym z następnych Iga Cembrzyńska. A Jan Biczycki po odejściu ze „Stodoły” reżyserował m.in. operę w Krakowie i po raz pierwszy w Polsce – musical „My fair lady” w Warszawie.
Oglądałem wszystkie ich programy „od deski do deski” a kiedy „Stodoła” ogłosiła casting – wówczas nazywało się to: nabór na nowych członków – zgłosiłem się i zostałem w 1959 r. przyjęty.

Wystąpiłem w programach „Album Chagalla” i „Kapelusz pełen kotów”.
To było półtora roku znakomitej szkoły kabaretu!
Tam uczyłem się wagi słowa, nauczyłem się rozróżniać teksty „pod publikę” od tekstów dla publiczności, grepsy od wygłupów i eliminować pustosłowie.
Reżyser Jan Biczycki i konsultant ruchu – słynny choreograf Witold Gruca – uczyli nas rzemiosła aktorskiego. Janek uczył nas też zasad układania programu, przegradzania black–outami różnych nastrojów, gry światłem i ciszą.

Występowaliśmy w całym kraju i dla różnej publiczności.
Dla przykładu podam, że w lecie 1960 roku graliśmy „Kapelusz pełen kotów” w Teatrze Letnim w Sopocie bezpośrednio po recitalach Mieczysława Fogga – a w muszli koncertowej grali młodzi big–bitowcy, wśród krórych był Czesław Wydrzycki – znany potem jako Czesław Niemen.
Choć nie należałem do luminarzy kabaretu, to zdjęcie (nienajlepsze) kwartetu od lewej Andrzej Rozdejczer, Bogdan Czyżewski, Jan Stanisławski, Jan Niezabitowski z solistką Krystyną Chimanienko niech będzie widomym wspomnieniem tamtych dni.
Kabaret Stodoła

Kabaret „STODOŁA” 1960 r. Od lewej: Andrzej Rozdejczer, Bogdan Czyżewski, Krystyna Chimanienko, Jan Stanisławski, Jan Niezabitowski

Kabaret STODOŁA 1961r

Kabaret „STODOŁA” – Ostatnia noc STODOŁY 1961 r

W lecie 1961 r. przyjechałem do Radomska. Tu otrzymałem ofertę prowadzenia klubu młodzieżowego „Famegu” (obecny sklep meblowy przy ul. Krasickiego) oraz występów wraz z zespołem (jazzującym) przygrywającym do tańca. Tu wykonywałem m.in. piosenkę „Sing–sing” z programu „STODOŁY” – „Kapelusz pełen kotów”.

Mogę się też pochwalić, że o ile przedtem w tym klubie najwięcej roboty miał szklarz, wstawiający bez przerwy szyby wybite podczas „rozmów towarzyskich” „prowadzonych” w trakcie „ubawów”, za moich kilkumiesięcznych rządów mógł iść – gdyby wówczas było wolno – na bezrobocie. W tym „osiągnięciu” zapewne pomógł mi fakt, że jako służbę porządkową zaangażowałem kolegów i znajomych, wśród których był m.in. przyszły mistrz Polski w judo.
Później z tym samym zespołem występowałem w klubie TWP (lokal narożny parteru budynku przy ul. Mickiewicza), gdzie nas dostrzegło bystre oko (i ucho) Polskiego Radia w osobie pani Ewy Ziegler. Radio nagrało kilka naszych utworów dla programu „Kultura pilnie poszukiwana”. Później pani redaktor nagrywała wiele utworów z programów „Nietoperza”.
No i wreszcie nadszedł czas „NIETOPERZA”.

Kabaret „Nietoperz” poczęty został w kwietniu 1963 r.

Właśnie wtedy Dyzman Krasoń, który w oparciu o swoje doświadczenia w ruchu studenckim i młodzieżowym chciał stworzyć zespół artystyczny przy Szpitalu Miejskim, spotkał się ze mną, pełnym jeszcze wspomnień z kabaretu „Stodoła”. Trzecim „akuszerem” kabaretu był Mirosław Kaliszczak mający wiele pomysłów, zwłaszcza – w oparciu o swoje liczne znajomości – w znajdowaniu aktorów do tworzącego się zespołu.
Pierwszy program „Jaś się doczekał”, którego premiera miała miejsce w kawiarni „Stylowa” 28 stycznia 1964 r., był programem głównie rozrywkowym – lekkim, łatwym i – jak mieliśmy nadzieję – przyjemnym.
W prologu śpiewaliśmy o świecie: „W czarnych barwach czasem widzimy go, częściej różowy i kolorowy jak jarmarczny kram! Dziś tutaj zobaczysz pospolitą rzecz…”
Było wiele melodyjnych piosenek wpadających w ucho. Teksty – trochę własnych, zwłaszcza Mariana Kozłowskiego (ówczesny maturzysta) i moich – sporo z repertuaru „Stodoły” i ze „Szpilek” (było kiedyś takie pismo).

Program został bardzo dobrze oceniony przez publiczność – nie tylko radomszczańską – co pozwoliło nam uwierzyć, że to co robimy ma sens. Szybko więc przystąpiliśmy do przygotowywania drugiego programu, którego tytuł „Przyjęło się” – choć wzięty z piosenki pochodzącej z kabaretu telewizyjnego „Miks” Olgi Lipińskiej – świadczył również o naszym postrzeganiu przyjęcia „Nietoperza” przez publiczność.
Że mieliśmy rację – świadczą kolejne sukcesy kabaretu – i to już na arenie ogólnopolskiej, które zostały szeroko omówione w kalendarium. To wszystko scementowało zespół i to aż na okres czteroletni. Stanowiliśmy nie tylko zespół, ale wręcz rodzinę, która utrzymywała kontakty nie tylko zawodowe, lecz także przyjacielskie.
Trzeba więc tu członków tej rodziny wymienić:
Lusia Marczak, Malina Klimek–Szwed, Dyzman Krasoń, Jan Niezabitowski, Mirek Kaliszczak, Zygmunt Kukulski, Jerzy „Kajtek” Klimek.

Ale w tej beczce miodu była i łyżka dziegciu.
Zarówno drugi program „Przyjęło się” jak i następne: „To wszystko mafia” i „Jest taki dziwny kraj” opierały się coraz szerzej o teksty zapożyczone z innych zespołów i mediów. Oczywiście były też teksty własne – Ryszarda Banaszkiewicza, moje, eks–stodolarza Tadeusza Łojka, ale ogólnie biorąc nie mieliśmy własnego zaplecza autorów a zwłaszcza kompozytorów.
Liczne moje poszukiwania też coś dawały, ale coraz trudniej było wytrzymać konkurencję z zespołami, które miały takie zaplecze. Ponadto programy będące stricte składankami powoli traciły urok nowości, oczekiwania publiczności szły nieco dalej.
Tak więc, kiedy na początku 1969 r. część członków ówczesnego zespołu „Nietoperz” wyraziła chęć zakończenia swojej w nim działalności, to choć na początku byłem tym bardzo zmartwiony, wręcz załamany – po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że tak musiało być.
Pomyślałem, że trzeba wiele zmienić, odejść od programów składankowych w stronę spektakli z wyraźnym leitmotivem, dość czytelnie komentujących rzeczywistość. A trzeba też wziąć pod uwagę, że działo to się niedługo po marcu 1968r. Myślę, że kolejne programy „Nietoperza” spełniły te oczekiwania. Starałem się o to jako kierownik zespołu i reżyser. A pomógł mi na początku ówczesny dyrektor Domu Kultury – Bogdan Szablewski.
„QQ –lski show” – napisany był przez Tadeusza Łojka przy moim drobnym udziale;
„Ubu król” to wznowienie sztuki Bogusława Choińskiego i Jana Gałkowskiego wystawionej w 1959 r. w „Stodole”;
„Rentierzy” – byli napisani przez Marcina Wolskiego z naszym skromnym udziałem;
„Smutek wesołego miasteczka” – napisał Henryk Cyganik, uwzględniając nasze sugestie i wtręty, zwłaszcza po ostrej ingerencji cenzury.

• W programie „QQ –lski show”, który miał swoją premierę w maju 1971r. można było spostrzec odbicie nadzieji i coraz lepszych nastrojów zauważalnych wtedy w Polsce. Było wiele pogodnych piosenek, satyra raczej na mechanizmy robienia kariery w show-biznesie przez tych co tylko „lizneli” coś z „zagranic” i uważają się za idoli dla „maluczkich”. A dyrektor „z awansu”, który się topił w morzu ocalał bo jak mawiał: „ponieważ od dziecka ja mam wodogłowie, bałwany mnie zawsze wyniosą”.
• Drugi z programów, z dziesięciolecia lat siedemdziesiątych „Ubu król”, był najbardziej ambitną i ryzykowną premierą w historii „Nietoperza” i to z kilku powodów.

Po pierwsze – muzyka. Trudna dla pianisty (brawa dla Andrzeja Rymarka) oraz dla wykonawców, bo piosenki nie były łatwo wpadające w ucho i trudne rytmicznie.
Po drugie – inscenizacja. Dziesięciu aktorów grało 18 postaci i (w różnych kostiumach) w 25 odsłonach. I to wszystko w czasie niewiele dłuższym niż godzina!
Po trzecie – aktorstwo. Wszyscy wznieśli się naprawdę na wyżyny, a Janka Kucharska–Pawłowska i Zygmunt Kukulski – byli wręcz znakomici! Tak to zresztą ocenili i autor Jan Gałkowski i dawni wykonawcy ze „Stodoły” po występie w Warszawie i jury w Zakopanem, przyznając nagrodę zespołowi i mnie za reżyserię.
Po czwarte – tekst, zwłaszcza ze względu na jego „niecenzuralność.” Trzeba pamiętać, że był rok 1972. Już za trzy lata „nasi” parlamentarzyści mieli wpisać do Konstytucji miłość do Związku Radzieckiego, w kraju Polak „wszystko potrafił” a tu.…
SCENA NA DWORZE KRÓLA SZWECJI GUSTAWA ADOLFA
Posłaniec:
Królu! ( tu pleno titulo) Dziś rano Ubu wraz z całą armią polską został internowany u brzegów Szwecji!
Gustaw Adolf:
Jak to?! Przecież Ubu wojuje teraz z carem. A skąd okręty, przecież oni nigdy tego nie mieli…
Posłaniec:
Królu! Oni pomylili marszrutę… I po prostu przeszli przez Bałtyk!
Gustaw Adolf:
Na piechotę? Nie! Co za naród!
SCENA II:
Głos z głośnika:
My z Bożej łaski car rosyjski, najeźdźca Polski postanowiliśmy pewną rzecz o czym komunikujemy:
Z dniem dzisiejszym moje wojska skończyły odrąbywać i odpiłowywać półwysep Kola i płyniemy do was tym skrawkiem ziemi rosyjskiej aby na nim umrzeć lub zwyciężyć!.… Niech żyje odwieczny konflikt polsko – rosyjski!
Wojsko polskie:
Hurra! Przyłączymy Kolę do Helu! I Helę do Koli! Hej Helu, Helu wyjdź przed sień, wojsko wróci lada dzień.
Zdras – tfuj – cie!
Jak to cenzura przepuściła – nie wiem. No i, że nas za ten spektakl nie przyłączyli do Koli.…
• Trzeci program „Album rodzinny” z czerwca 1974 r. – to powrót do składanki ale z konsekwentną myślą przewodnią, którą narzuciło ”kartkowanie” albumu rodzinnego i pieśń Jana Kaczmarka o wspaniałym ojcu, który jest zawsze w czołowce:
– a to baldachim podtrzymuje w procesji Bożego ciała,
– a to poniesie portret „tego co usta słodsze ma od malin”(dla młodszych czytaczy – tak nazywano Stalina).
Później w albumie oglądamy:
– osła, który nie wie dlaczego użycie bata znaczy dziś „stój”, a onegdaj znaczyło „przyspiesz bieg”,
– klienta w spółdzielni krawieckiej „nasze jutro”, gdzie krawcy szyją trzydziesto milionową torbę – i to nie na pieniądze, lecz na wszelki wypadek.

Czyż nie jest to trochę antycypacja tego, co może nastąpić?
Po sukcesie „Albumu”doszliśmy do wniosku – razem z ówczesnym dyrektorem Domu Kultury Andrzejem Rymarkiem – że musimy opracować zupełnie nowy program według sprawdzonej recepty – składanka z kosekwentną myślą przewodnią – i że siłami własnymi nie podołamy.
Wtedy znów przyszła nam z pomocą Ewa Ziegler, która była wówczas dyrektorem III programu Polskiego Radia. Skontaktowała mnie wtedy z Marcinem Wolskim.
• Wynikiem tego spotkania był program „Rentierzy”, który miał premierę 4 czerwca 1976 r., tuż przed wydarzeniami 1976 roku w Ursusie i Radomiu. Znów antypacja czy nos polityczny?

Co prawda na Konfrontacjach w Zakopanem miano do nas pretensje, że skorzystaliśmy z usług profesjonalnego tekściarza, ale czy np. Daukszewicz, czy autorzy „Loży 44” nie byli profesjonalistami in spe?
A historyjka opowiadana w programie o grupie cwaniaków, którym się opłaca być rencistami, bo na nic poza wygodą i spokojem w kraju już nie liczą była chyba symtomatyczna dla epoki schyłkowego Gierka.

Były więc:
PARAFRAZA „ODY DO MŁODOŚCI” MICKIEWICZA:
„Bez trosk, przy rencie emerytów tłumy.
Starości! Niech swój dorobek ujmę w sumy.…
ty na poziomie posiedź,
przez okulary różowe patrz
i klaszcz w dłonie i ciesz się że jesteś stary.…
Razem młodzi przyjaciele, mamy tu wygodne cele!”

APLAUZ SONG:
„Niedowiarkom powiemy dziś basta,
pesymistom podamy plik gazet.
Niech poznają prawdę o czasach,
Których lata się liczy aplauzem”

HYMN EMERYTÓW:
„Emerytury, emerytury, na to się czeka od matury
Dosyć uników i ataków, ach odejść gdzieś na pół etatu
Bez żadnych żalów, oraz zadr
Zmiana pokoleń, rotacja kadr.

……
Emerytury, emerytury, na to się czeka i u góry
Mam tylko jeden problem główny:
Jak tu z pierwszego stać się równym?…
……a jak na rentę pójdą wszyscy?
Wszak każdy chętnie czyni to,
Lecz odpowiedzcie – nie my to, kto?!.

„Rentierzy” odnieśli wielki sukces w czerwcu 1977 r. w Radomiu, gdzie – jak nam mówiono – po raz pierwszy od roku ktoś tak otwarcie artykułował niewygodne prawdy, co zaowocowało zdobyciem pierwszego miejsca.
Również w przeglądzie „Temafor” w Cieszynie w październiku 1977 r. „Nietoperz” zajął pierwsze miejsce.

Codzienne obowiązki, deficyt wolnego czasu to, że nie byliśmy profesjonalnymi aktorami no i może syndrom „schyłkowego Gierka”sprawiły, że na blisko dwa lata „Nietoperz” znów zapadł w sen. Jednak niepokoje i nadzieje roku 1979 sprawiły, że w listopadzie 1979 roku, dopingowany przez członków zespołu nawiązałem kontakt ze znanym z twórczości dla „Kabaretu pod Budą” Henrykiem Cyganikiem, a przy pomocy dyrektora Andrzeja Rymarka kontakt ten zaowocował programem „Smutek wesołego miasteczka”. Premiera programu odbyła się 31 maja 1980 – chciałoby się powiedzieć – „roku pamiętnego”.
To był z pewnością najbardziej refleksyjny, poetycki, liryczny i drapieżny zarazem program, przedstawiający w krzywym zwierciadle epokę „ propagandy sukcesu” a zarazem zawierający elementy prefiguracji wydarzeń lata 1980 r.
Już scenografia była mocno aluzyjna: czerwony wieszak – karuzela – do którego łańcuchami podłączone były krzesła. To wesołe miasteczko było obrazem naszego obozu, w którym najweselszym barakiem, był barak polski.
A to przykłady fragmentów tekstów:
GÓRA:
Ambitny:
„…Cofnąć? To po to tyle lat zapieprzałem do przodu i do przodu? Żeby się teraz cofać?
Strażnik:
„Ja tu stoję i pilnuję, żeby góra miała spokój. Góra go osłania, daje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji”.
Ambitny:
„I często zasłania słońce”
Strażnik:
„Żeby go nie oślepiło.…”

ŚWIATŁA:
„W naszym miasteczku ogromną rolę do spełnienia mają światła. Czerone – stoimy. Albo nawet się trochę cofamy. Krótko mówiąc bez nadziei na zielone nie ma co liczyć na zmianę czerwonego.”

BALLADA O POLAKU:
„ Polak potrafi – potrafi Polak
Chce by mu ufać, nagradzać prawdą
……Woła z uporem: jesteśmy równi!
Polak potrafi – o tak – potrafi
Lecz co się stanie kiedy się wkur.…?!

DOBRY SĄSIAD:
Syn:
„Tato, dlaczegoty bez przerwy smarujesz sąsiadowi karuzelę?”
Ojciec:
„Bo to on nas wpuścił w to wesołe miasteczko”
Syn:
„A tamten sąsiad przy bramie to ma w ajencji salon krzywych zwierciadeł. I nic mu nie skrzypi, nie łomoce…”
Ojciec:
„No on ma interes przy bramie. Musi robić dobre wrażenie. Musi być świadectwem wysokiego poziomu rozrywki w naszym wesołym miasteczku”.

BILANSOWANIE:
„Wszyscy z niecierpliwością oczekujemy na moment, gdy plan porównujemy z bilansem. Nigdy jeszcze nam się nie zgodziło. Bo w wesołym miasteczku wszystko jest śmieszne. I plan i realizacja i bilans!”

BALLADA ZE SMUTKU:
„Wesoło w taniec, weselej – choć być łotrem wystarczy, że wierzysz
W to światło mgliste na czele – wodzom miłość darujesz na kredyt
Czym jestem – kartą? Pozorem?
Może synem zwycięzców Grnwaldu”.

A w dwa miesiące po premierze „Smutku wesołego miasteczka” Polak się wkur… i już nic nie było takie samo. Aluzyjny, poetycki styl „Smutku”, który był stworzony na czasy PRL–u, stał się nagle anachronizmem.
Tak więc po kilkunastu występach, z których ostatni miał miejsce w maju 1981 r. kabaret „Nietoperz” bezszelestnie – jak to nietoperz – odleciał.
Na zakończenie chciałbym przytoczyć zdanie klasyka.
Kiedyś Jacek Fedorowicz powiedział:
„ W latach siedemdziesiątych kabaret to była jedyna poważna impreza w nieco surrealistycznym świecie realnego socjalizmu”.
Wymienię więc najwytrwalszych „Nietoperzowych” uczestników tej poważnej imprezy:
Janina Kucharska–Pawłowska,
Irena Szwed,
Zygmunt Kukulski,
Władysław Trajdos,
Marek Drogosz.
Andrzej Rymarek – pianista
i piszący te słowa Jan Niezabitowski.

Tekst Jan Niezabitowski
Kwiecień 2008 r.

Foto archiwum Autora oraz tygodnik „Stolica” nr 4 z 22.01.1961 r


Copyright © 2000 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.