Wystawa fotografii Mariusza Broszkiewicza „Cztery pory roku”, Galeria Miejskiego Domu Kultury w Radomsku, styczeń – luty 2006 r.


76. wystawa radomszczańskiego Towarzystwa Fotograficznego im. E. Osterloffa.

P o r y   n a t u r y

Podmiotem prezentowanych fotografii jest natura. Natura bliska naszej codzienności, oswojona i zapamiętana, choć niemożliwa przecież do całkowitego poznania. Zdjęcia, które ze spokojem i namysłem utrwalały chwilowe obrazy, w całości stworzyły spójną opowieść o zmieniających się porach radomszczańskiej przyrody. Całościowy odbiór ułatwiają łagodne przejścia między różnymi czasami, duża przejrzystość i harmonia poszczególnych kadrów; te same cytaty z rzeczywistości, bliskie miejsca, pokrewne nastroje. Poszczególne fotografie mają jednak swoją odrębność głównie dzięki zindywidualizowanej barwie i linii, od delikatnego i oszczędnego, niczym w chińskim malarstwie, rysunku sitowia i liści nenufarów, przez miękkie przejścia zimowych i nocnych pejzaży, do mocno zarysowanych płaszczyzn pól. Zmienia się także rytm poszczególnych kompozycji – uciekający wiosennego kartofliska, falisty zasiewów, zmienny zimowej sosny z polaną w tle, załamany z kapliczką Jana Nepomucena w zbożu.
Poszczególne pory roku przybliża charakterystyczny dla nich klimat i czytelne detale. Wiosna nieśmiało przedziera się przez zeschłe liście młodymi siewkami buków i niekończącym się polem zawilcy, w powolnym odsłanianiu przez oracza skib ziemi. Lato emanuje ciepłem przesuszonych traw, zamarłych w bezruchu danieli, motyli i całą gamą żółci kwiatów. Jesień kusi jeszcze słońcem przebijającym się przez złote liście, ale i rozmywa obraz pajęczą nicią. Zima pól i lasów ma wiele odcieni bieli, radomszczańska – nabywa sztucznego koloru lamp.
Kilka, spośród prezentowanych fotografii, wyróżnia malarska kompozycja. Zachodzące nad rzeką słońce przesłoniły chmury. Widać tylko jego odbicie w wodzie. Suche sitowie pierwszego planu, na tle niespokojnego nieba, jest pełne dramatyzmu. Wśród kłębów kurzu narzucających szarą przesłonę ścianie lasu, koń próbuje z ogromnym wysiłkiem podnieść się po upadku. W tęczowym zachodzie słońca czarna drabina wspina się po krzywym graficznym drzewie. Zimowa droga wysadzana drzewami. Biel cieni jest ciepło żółta, pól i drogi – fioletowa i niebieska. Kontrastujące ze sobą tonacje jednego śniegu.

Beata Anna Symołon


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone - aneks.