Noc Włóczęgów i Poetów

W sobotę, 26 sierpnia 2006 r. o godzinie 21:00 w piwnicy Miejskiego Domu Kultury w Radomsku odbyła się impreza pod hasłem „Noc Włóczęgów i Poetów”, która stała się okazją do spotkania zarówno twórców, jak i miłośników kultury.
Podczas tej Nocy koncertowali Apolinary Polek, Joanna Kina oraz bębniarze z Tychów. Ponadto swoją twórczość zaprezentowali następujący poeci: Emilia Traczyk, Róża Matyja, Marcin Kapica, a także Róża Matyja odczytała wiersze Michała Musiała.
Bardzo chcieliśmy stworzyć imprezę w klimacie Nocy Gotyckiej, która odbyła się w 2005 roku w wakacje. Wiele osób ciepło ją wspomina i namawiała nas do organizacji podobnego wieczoru. Wtedy również prezentowaliśmy radomszczańskich twórców. W sobotę swoje utwory przedstawi więcej osób. Klimat piwnicy podkreśli wyjątkowość przedsięwzięcia. – powiedziała nam Wioletta Kowalska, pracownik Miejskiego Domu Kultury w Radomsku.
Grażyna Majewska
portal www.radomsko24.pl

WŁÓCZĘDZY  I  POECI  MIELI  SWOJĄ  NOC…

Przeglądam notki na tomikach wierszy:
„urodził się”, „wydał” lub „w przygotowaniu”,
słowa, które znaczą tylko dla krytyków,
dla poetów, przyjaciół, wiernych czytelników
i które nic nie znaczą, może tylko tyle,
że wciąż się porównuje:
„był młodszy ode mnie”,
„miał tyle, co ja teraz”,
„myślałem, że starszy”
notki, które nie kłamią, robią zapowiedzi
lub kłamią, projektują nierealne byty;
czasami niepotrzebne, czasami jedyne, co zostanie
w pamięci, która nie zabija


Pozwoliłam sobie przytoczyć wiersz mojego profesora Mariana Kisiela, wykładowcy Uniwersytetu Śląskiego, poety i krytyka literackiego. Nie chcę tworzyć notek, zapowiedzi; czas pokaże, czy młodzi, którzy zaprezentowali swoją twórczość podczas Nocy Włóczęgów i Poetów, doczekają się słów krytyków, opinii publicznej i czytelników. Czy będą „w przygotowaniu”, czy już „wydali”, a może nie doczekają się publikacji?
Pragnę przedstawić ich jako uczestników pięknego zdarzenia, jakie miało miejsce 26 sierpnia 2006 roku w piwnicy Miejskiego Domu Kultury w Radomsku. Czy zostali w pamięci widowni i czy organizacja tego typu imprez jest potrzebna? Myślę, że tak, bo wiele osób pytało mnie, kiedy odbędzie się następne spotkanie poetyckie. Bardzo się cieszę; są jednak intelektualiści w tym mieście, których interesuje to, co mają do zaproponowania młodzi twórcy.
Jeszcze kilka słów o atmosferze wieczoru. Obserwowałam reakcję osób wchodzących do piwnicy. Niektórzy mieli już małe wyobrażenie o klimacie tego miejsca. W sierpniu 2005 r. odbyła się tam Noc Gotycka w scenerii wystawy lalek Pana Michała Zaskórskiego, twórcy Teatru Animagia z Żytna. Miłośnicy gotyku mogli porozmawiać o swoich pasjach i potańczyć. Swoje wiersze zaprezentowali Urszula Chowaniec i Michał Jarecki – laureaci kilku konkursów literackich organizowanych w Radomsku.
Noc Gotycka1Noc Gotycka2Noc Gotycka3

Noc Gotycka4Noc Gotycka5Noc Gotycka6
Ale powrócę do atmosfery. Widziałam zaskoczenie na twarzach przybyłych i czułam satysfakcję. Nasza mała radomszczańska Piwnica pod Baranami… Pierwszy w podróż po krętych ścieżkach egzystencji i poezji zabrał nas Apolinary Polek – nie Radomszczanin, którego życie przywiodło do miasta nad Radomką. Była to prawdziwa włóczęga po Bieszczadach, Beskidzie Niskim i światach Polka – muzyka i poety. Jego koncert trwał ponad godzinę i przykuł uwagę wszystkich. Ale nie będę o nim mówić, bo on sam doskonale o sobie opowiada…
Apolinary Polek


Nazywam siebie Apolinary Polek. Mama urodziła mnie w roku 1980 w Łomży – przepięknie zapadłym miasteczku na Podlasiu. Bywam jeszcze tam niekiedy. Zawsze gdy zawędruję na ryneczek, podążam wzdłuż wychodzącej z niego ulicy Radzieckiej (jeszcze nie umarła ta nazwa). Kocie łby ścielą się przez jakieś 100 metrów, a potem już schodzę z wysokiej skarpy ku wiejskim zabudowaniom. Widać stamtąd przepiękne rozlewiska Narwii, pola, las, wieś Piątnica… Jeśli iść z Rynku w drugą stronę - na południe, nie wyjdzie się z miasta do wieczora.
Po mieczu jestem chyba potomkiem jakiegoś kozackiego rodu z dawnych kresów Rzeczypospolitej. Wychowałem się w Chełmie – najbardziej zielonym, jeszcze zielonym, mieście pomiędzy Odrą a niedalekim Bugiem. Chełm widziany z daleka, od południa, przypomina wielkie, porośnięte lasem wzgórze, z majaczącymi przez korony drzew dachami i majestatyczną bazyliką na szczycie.
Przede wszystkim interesuje mnie buddyzm. Głównie jako ścieżka duchowa, ale także teoretycznie. Szczególnie lubię wgłębiać się w dialog buddyjsko–chrześcijański i w ogóle w inne religie. Staram się robić to w taki sposób, żeby stanowiło trening otwartości umysłu, szerokiej perspektywy myślenia i – co za tym idzie – tolerancji.
Moją pasją w ramach tego tak, a nie inaczej wyglądającego życia jest muzyka. Pracuję też jako grafik w Radomsku – mieścinie pomiędzy Częstochową a Piotrkowem Trybunalskim. Poza tym trochę rysuję i piszę.
Co jeszcze? Góry (w szczególności Beskid (najlepiej Niski) i Bieszczady), równiny, miasta (z tych największych: Wrocław, Poznań), włóczęga, auto–stop…
I w ogóle…
I to jedyny z artystów Nocy Włóczęgów i Poetów, który tyle o sobie mówi. Inni wymijająco, że niby po co, że nie potrzeba… Więc jak już opowiada, to myślę, że warto dodać to, co ma do powiedzenia na temat swojej muzyki:
Moje piosenki są o tym, co minęło i o tym, co właśnie ucieka, kiedy patrzę przez okno pociągu. Na stacjach spotykam przyjaciół, by przez chwilę z nimi porozmawiać. Zawsze jest ze mną tylko moja gitara i ktoś, kto zechciał dzielić ze mną ten dziwny los. Kiedy pociąg staje na dłużej, odwiedzam miejsca, które kocham, sycę się ich widokiem, zapachem i atmosferą, póki znów nie usłyszę sygnału do odjazdu. Chciałbym kiedyś umieć nie wsiąść do wagonu.
I w tę podróż wyruszyliśmy wszyscy. Wsiedliśmy również do wagonu z poezją Polka…

Deszcz w Bieszczadach

Pęka w szwach
chmur spłowiały łach
na łokciach
gdzieniegdzie niebieskie dziury

łata latem obłoki płochy wiatr
na deszczu
łopocze kapota połonin

2 XI 2002


Wspomnienie

(wg fotografii Tadeusza Budzińskiego)

Resztki bladego błękitu
zalewa leniwie
morze cytrynowej herbaty

pestka Słońca wolno opada
na dno Soliny
a nasze łodzie cumują sennie
jak fusy na brzegu ciepłej filiżanki

Chełm, 15 VIII 2003 r.


Osobność

nasze światy
które z zapałem rzeźbimy
wymykają nam się nagle z dłoni
i mkną w dwie strony horyzontu
jak promienie Słońca

wieczorem przypomina nam się
miłość

wtedy długie ręce naszych cieni
łapią nas mocno za włosy
i bezmyślnie jak małpy
wloką po ziemi z powrotem

Kraków, 26 XI 2003


Na Lubelszczyźnie

Nie ma tu nic
poza światem widzialnym

murowane domki
stoją na baczność w słońcu
jak ołowiane żołnierzyki

drzewa szumią z przyzwyczajenia
w zupełnie współczesnej polszczyźnie

pod ziemię zapadły się dawno
chochliki z żydowskich miasteczek
ich imiona można wymówić
tylko w językach których już nie ma

żaden z polskich świętych
nie przeszedł nigdy tą drogą
anioły są tylko w Bieszczadach
a w duchy proboszcz wierzyć zakazał

i nie uwierzę za nic
że tutaj mogą mieszkać
demony z ksiąg tybetańskich

na rozstajach cisza
i Bozia w kapliczce

i jeszcze coś co uleci
gdy nazwę

Pociąg Warszawa – Lublin, 2 VII 2004


Kolejną osobą, która zaprezentowała swoją twórczość, była Emilia Traczyk. Młodziutka, gimnazjalistka jeszcze, skromna i delikatna. Z jej wierszy wypływa dojrzałość i mądrość…kobiety. Wiersze Emilki zachwyciły wiele osób. Jest ona uczestniczką Przystani Literackiej, którą prowadzę w domu kultury.
Jako pierwszy chciałabym przedstawić wiersz o kobiecie. Dzięki niemu zwyciężyła w konkursie „Kobieta w literaturze, kulturze i sztuce”…
Emilia Traczyk


Kobieta

Kobieta – pisali o niej – wzorze wszelkich cnót.
Kobieta – jej ciało na obrazach przedstawiali dumnie.
Kobieta – mówili że potrafi ogrzać serca chłód.
Kobieta – po niej z buciorami przechodzili tłumnie.

Z raju została do kuchni zapędzona,
bo nikt jej nie mówił, że się węży trzeba bać,
przy dzieciach, garnkach onieśmielona
od maleńkości nauczona w cieniu męża stać.

Od zawsze drugie skrzypce grała,
Chociaż pierwsze zdecydowanie jej się należały,
bo kto pomyślał o Penelopie gdy się o Odyseusza bała?
A o kobietach które po mężach – żołnierzach płakały?

Przez lata zapomniana, dyskryminowana,
nikt jej zdania nie brał pod uwagę,
być może stoi, gdzieś tam, zapłakana,
myśląc że mają nad nią przewagę.

Opowiadano, że książę, że koń biały.
Książę przyjedzie i z wieży codzienności ją zabierze,
a książę nie przyjechał, choć koń mógł być kary,
nie przyjechał na rolkach, nartach, ani na rowerze.

Ona – nie chce femistycznej wojny.
Lecz nie zawsze zgadza się ze sztuką, literaturą.
Chyba czasem jest szczęśliwa, mówi że los hojny.
Nie chce już nigdy po Tristanie szlochać.
Chce być kochaną i potrafić kochać.

A oto inne utwory Emilki:

Arszenik

Przyjdziesz, jak zwykle będziesz herbaty chciał.
Będziesz patrzył jak po kuchni się krzątam.
Będę czekać aż płyn w czajniku będzie wrzał.
Przecież widzę, że dziś znowu dużo pracy miałeś.
Nie mam żalu że dziś znowu zapomniałeś.
A ja? Bo właściwie po co mi to.
I właściwie po co mi te kwiaty.
A ja? Ja ci tylko dosypię arszeniku do herbaty,
Bo przecież nie lubisz kiedy jest gorzka.
I będziemy razem spoczywać w grobie.
Ty umrzesz zatruty.
Ja umrę przy tobie.

Z okna

Siedzę i patrzę z góry
na życie innych ludzi,
na sprawy wielce ważne i bzdury,
na to co ich ciekawi i nudzi.
Patrzę stąd na słupy telefoniczne,
Nie wspominając już nawet o kwiatach.
Patrzę na życie uliczne
I zbyt wydurniającego się brata.
Widzę Mateusza na rolkach
i panią Zosię z wnuczką w wózku,
i pana który wiezie coś w workach.
„–A gdzie się pan tak śpieszy, panie Józku?”
Patrzę i widzę żółte chryzantemy,
sąsiada który podlewa trawnik.
Patrzę na rzeczy o których wiemy,
Ale ich nie zauważamy jak dawniej.
I patrzę z góry na tę plątaninę kabli.
I myślę, że nie zejdę stąd,
choćby mnie ściągali wszyscy diabli.

Bieg przez życie

Biegniemy przez życie
Z zamkniętymi oczami, związanymi rękoma
i kneblem w ustach.
Biegniemy przez życie drogą.
Lecz nie widzimy że ta droga nie jest pusta.
Nie biegniemy przez życie sami.
A jednocześnie samotni w tłumie ludzi.
Biegniemy przez życie szukając
Lepszego życia, bo to nasze niezmiernie nas nudzi.
Biegniemy przez życie
Za pracą, urodą, karierą.
Biegniemy przez życie zmagając się
Z co rusz nową kłodą, barierą.
Biegniemy przez życie
Z wizją raju u mety.
Biegniemy przez życie
Lecz gdy się skończy nie skończymy nawet krzyknąć „O rety!”

Kolejny poeta niestety nie mógł przybyć na imprezę. Jego wiersze przedstawiła Róża Matyja. Michał Musiał to zdecydowanie intelektualista. Książki wręcz pożera. Zazdroszczę mu, gdyż „nie potrzebuje spać”; siada przy kominku z lampką wina i tak do rana: powieść, tomik poezji, gazeta… Laureat kilku ogólnopolskich konkursów literackich, członek Przystani Literackiej. Student, któremu nie spodobała się administracja i teraz będzie rozwijał swoje pasje na kulturoznawstwie.
Czas na wiersze…

        ***

mozolnie
wydeptując spod stóp
nawet najmniejszy
ślad niepewności
pięliśmy się w górę

mój lęk wysokości
w zetknięciu z nieczułą
stalą łańcuchów
chciał wyrwać się ze mnie
prosił błagał
bym puścił łańcuch
bym odpadł od skały
pozwalając mu się schować
na samym dnie przepaści

wtedy wasz głos
pozwolił zacisnąć mocno
łańcuchy
iść
krok po kroku
centymetr po centymetrze
dziękować za wszystko
do samego szczytu
do momentu gdy spośród
skał wynurzyła się przełęcz

tutaj na samym szczycie
w pokorze smakowałem zwycięstwo
nad samym sobą
było słodkie
jak czekolada
którą dzieliłem się z wami


        ***

trzeba zdać sobie sprawę
z powagi chwili

rzeczą świętą jest
gdy siadam
nad kartką

choćbym milczał przez
dzień cały
proszę cię nie przerywaj
choćbym nie zostawił
śladu przez całą
wieczność

w tej chwili ulotnej
spowiadam się
przed światem
ze swych występków
umysłem
nie ciałem

gdy skończę
odpokutowawszy
za siebie
bądź nie

daj mi uśmiech
w nadziei
zbawienia

śpisz

śpisz
marząc o lepszych
światach
o prawdzie ogarniającej
cały twój wszechświat

ja żyje
obok

gorącym spojrzeniem
rozpalam światło
tuż nad nami
chłonę twój oddech
z warg delikatnie
spijam ulotne słowa
wypowiadane podczas snu

ty śpisz nieczule

jestem katedrą

jestem katedrą
bez drzwi i okien

ociosany przez pewne
i bezlitosne
uderzenia dłuta
nieobliczalnego losu

trwam

czas
powoli
kruszy kamień

W muzyczną podróż zabrała nas również Joanna Kina, uczestniczka Studia Piosenki, prowadzonego w Miejskim Domu Kultury w Radomsku przez Wiolettę i Pawła Ojrzyńskich. I to w jaką podróż! Niesamowita wyprawa po najpiękniejszych utworach polskiej sceny muzycznej. Po jej występie nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa… Ogarnęło mnie wzruszenie. Z tego co wiem, nie tylko mnie… Obdarzona wspaniałym głosem, podobnym do Edyty Geppert. I nic dziwnego, że śmiało, mimo osobistej skromności, sięga po jej repertuar. Pojawiła się „Jaka róża taki cierń”, dzięki której piosenkarka zdobyła główną nagrodę im. Karola Musioła podczas Opolskich Debiutów w 1984 roku oraz „Och, kocham cię życie”…Pełne ekspresji i poezji…
Joanna Kina


…Chcę spotkać w tym dniu
człowieka co czuje jak ja
chcę powierzyć mu
powierzyć mu swój niepokój
chcę w jego wzroku
dojrzeć to światełko które sprawi
że on powie jak ja… jak ja

uparcie i skrycie…
Och kocham cię życie…

Ponadto usłyszeliśmy „Kasztany”, piosenkę, którą po raz pierwszy zaśpiewała Natasza Zylska w 1956 roku. Była ona popularną piosenkarką w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Skazana na zapomnienie przez władze komunistyczne, wyemigrowała. „Kasztany” weszły potem do repertuaru wielu wykonawców, ale najpopularniejsze stały się w wykonaniu Sławy Przybylskiej i Edyty Górniak.
Asia zaśpiewała również utwór „Ludzkie gadanie”, piosenkę będącą refleksją na temat jednej z największych przywar jaką jest plotkowanie. Muzykę do słów Agnieszki Osieckiej napisał Seweryn Krajewski. Po raz pierwszy zaśpiewała ją w 1975 roku Maryla Rodowicz w duecie z Sewerynem Krajewskim.
Tego wieczoru usłyszeliśmy jeszcze dwa znakomite przeboje: „Czas nas uczy pogody”, wykonywany od lat przez „najczarniejszą z białych kobiet”, czyli Grażynę Łobaszewską oraz chyba najważniejszy utwór w dorobku Stan Borysa „Jaskółka uwięziona”. Była to premierowa piosenka Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej Opole’1973.
Joanna Kina jest studentką IV roku animacji społeczno – kulturalnej na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie, laureatką wielu konkursów, m. in. Mikrofonu, Artystycznego Festiwalu Harcerskiego OPAL oraz Festiwalu Piosenki Angielskiej organizowanych w Radomsku.
Po tak wspaniałej uczcie muzycznej znów przyszła kolej na poezję. Widzowie usłyszeli wiersze Róży Matyi, słuchaczki Studium Animatorów Kultury we Wrocławiu oraz studentki I roku kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Róża jest członkiem Przystani Literackiej i laureatką wielu ogólnopolskich konkursów literackich.
Róża Matyja


            ***

długopisem podążam po kartce,
marnuję cenny wkład płynny
– poezja marnuje zasoby długopisowe
długopisem podpisuje cyrograf
akt zawierzenia realności świata
resztkami tuszu otwieram Tuszę
a Tusza ucieka przed rzeczywistością.

Krzyk krzyczy: „Krzyczę!”
I nikt nie słyszy biednego krzyku
Krzyku kochany! I czemu tak krzyczysz?
Jesteś Krzykiem w próżni
i tak pozostanie.

            ***

jesteśmy rozwydrzonym pokoleniem
intelektualistów
z ich myśli i przypuszczeń tworzymy nas
synkretyczny u – twór życia
w którym żadna z części nie pasuje do śmierci.


Tej nocy swoją twórczością podzieliło się jeszcze dwóch radomszczańskich poetów. Pierwszy z nich to Marcin Kapica. Zdecydowanie artysta; poeta, malarz, grafik, student Wydziału Artystycznego Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Oto jego teksty:

Marcin przysłał swoje wiersze w formie graficznej. /Redakcja Z. Wiśniewski/

Marcin Kapica

Być albo nie być

Kwadrat 1

Kwadrat 2

Mgła

Moje miasto

Niewypowiedziane słowa...

Robaczek 2

Jako ostatni swoje wiersze zaprezentował Piotr Kaszuwara, student II roku polonistyki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, laureat Turnieju Jednego Wiersza w 2006 roku, organizowanego przez Miejski Dom Kultury w Radomsku. Członek Przystani Literackiej. Prezentujemy jego starsze wiersze. Pierwszy z nich zwyciężył we wspomnianym konkursie.
Piotr Kaszuwara

Słowik Królowej Śniegu albo słowika vademecum

mgła osnuła pachnący ogród
stara furta skrzypnęła
dotknięta lodowatą dłonią
ziemia popękała pod naciskiem stóp

drzewa chylą gałęzie
pieszcząc obdartą zielenią
zmęczone głazy porosłe mchem
róże zbladły zatopione w próżni spojrzenia

gronostajowa ciszo
dlaczego twa piękność
zajrzała w duszę tego sadu
rozrzucając po nim łzy

przystanęłaś może zamyślona
zawirowały liście i mgła
gwiazdy zgasły na sklepieniu
i tylko księżyc patrzy srogo

nikt nie pragnie zimnych rąk
trawa nie składa pocałunków
twoim krokom
kochający wzrok zgasnął

pamiętasz jeszcze gdy księżyc
chciał rozświetlić się jak najsilniej
kiedy uśmiechałaś się
do niego?

przepuściłaś czerwień przez dłonie
musnęła palce na pożegnanie
a zasmucony słowik
przestał nucić vademecum

Pies

a może ten Pan który mówił
że On umarł że jest niemy
miał rację w swoim obłąkaniu

może właśnie wartość już dawno
przestała być wartością wieczną
a cnota to bełkot szaleńców

schizofreniczny bunt człowieka
skaczącego w błoto
który boi się ubrudzić buty

zapiszmy to na kamieniach
i wrzeszczmy do głów aby żyć
aby żyć nie patrząc na raj

albo zetnijmy te głowy
i bruzgajmy się w zbawieniu
zżerając święte ciało

lepiej być bezbożnym człowiekiem
niż świętym psem

Na zakończenie wysłuchaliśmy improwizacji muzycznej na bębnach, drumli, didiridu i flecie w wykonaniu dwóch chłopaków z Tychów. Pierwszy z nich, Mateusz Krawczyk, w dzieciństwie pasjonował się grą w kapsle, a potem został odkryty przez łowcę talentów z Tesco i został dekoratorem. Studiuje malarstwo na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie. Drugi nazywa się Tomasz Wolf i jest uczniem informatyki. Członek rockowego zespołu, wszechstronnie uzdolniony muzycznie, grywa na wielu instrumentach.
Podczas bisów, do wspólnej zabawy rytmami blues’owymi, przyłączył się Apolinary Polek. Zagrał na harmonijce. Tomek natomiast zamienił bębny na gitarę.
Po uczcie duchowej przyszedł czas na poczęstunek. I trudno było nam opuścić tę piwnicę, śpiewaliśmy wraz z Marią Peszek „Kocham cię miasto”…
Pragnę jeszcze raz podziękować wszystkim wykonawcom za cztery godziny pełne wrażeń i ekspresji. Liczę na to, że jeszcze nie raz zechcecie wziąć udział w imprezach organizowanych przez Dom Kultury.

Wioletta Kowalska

Mateusz Krawczyk i Tomek Wolf

Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone - aneks.