Majowe sady

stary sad

Uwerturę stanowią kwitnące grusze. Wystarczy opuścić Radomsko i wyruszyć w którąkolwiek stronę, by napotkać je na miedzach. Stoją samotnie wyznaczając punkty orientacyjne w monotonno równinnej przestrzeni pól. Czasami wieńczą niewielkie wzniesienia i stają się wówczas przyjemnym zaskoczeniem dla wzroku patrzącego. Wysokie i smukłe. Wzniosłe w swej strzelistości i białej okrywie. Zebrane w bukiety kwiaty grusz otacza delikatna zieleń liści. To one stanowią dopełnienie kompozycji. Dlatego każdy bukiet jest skończony i samoistny. Ta majowa doskonałość dzikich grusz musi wystarczyć im na resztę roku, kiedy opuszczone, nie użyczające już swego cienia żniwiarzom, mniej efektowne i rodzące niepotrzebne nikomu cierpkie owoce, zdane są tylko na chłodne spojrzenia mijających je pospiesznie ludzi.

kwitnące grusze

Najpiękniejsze są stare sady na wymierających wsiach. Jeszcze żywotne, zaczynające dopiero wyradzać się, zachęcają do powrotu intensywnym kwieciem. Każde drzewo jest inne i tak jak stary człowiek ma swoją odrębną historię. Zagubioną w odeszłych stamtąd ludziach, choć cień jej dostrzegalny jest w układzie gałęzi, sąsiedztwie innych drzew, umiejscowieniu w przestrzeni sadu. U podnóża tych starych drzew ścielą się zazwyczaj żółte dywany mleczy. Tyle subtelnego, choć krótkotrwałego, piękna zgromadzonego w jednym miejscu wydaje się wręcz nadmiarem. „Ze wszystkich niepotrzebnych rzeczy, które są mi potrzebne do szczęścia – mlecz jest w ścisłej czołówce. Taka łąka to śniadanie dla oczu” (A. Osiecka, Na początku był negatyw). Dzięki kwiatom drzew śniadanie przemienia się w ucztę.

Z nostalgią tych starych drzew owocowych ostro kontrastują uprzemysłowione sady. Jednolite gatunkowo, mające tę samą wysokość i zbliżony układ konarów, są nudne, mimo intensywności bieli, zaróżowionej, zażółconej, rozbłękitnionej… Ogrom, nie indywidualność, decyduje o ich sile. Nowemu typowi uprawy towarzyszy równoczesna zmiana naszego stosunku do drzew. Piękno kwiatów staje się już tylko obietnicą owoców. Gałęzie wiśni i jabłoni przestają być malarską inspiracją. Coraz też mniej miejsca ma myślenie magiczne, na wróżebne poznawanie swej miłosnej historii, ta odchodzi na zawsze na karty literatury.

stare drzewa

W dolinie, u podnóża Bukowej Góry, zamarł czas. Opuszczone domy i drzewa coraz bardziej zniżają się ku ziemi, by w ostateczności stopić się z nią. Nie poddają się jednak bez walki. Pień olbrzymiej czereśni, wielokrotnie połamany, straszy ostrą czernią. Jest już bardziej rzeźbą, instalacją niż żywą istotą. Mimo to każdej wiosny zakwita bielą dużych kwiatów, by przypomnieć, że ciągle żyje, że do końca prosił będzie o pamięć. I że dramatyczne piękno nie jest jedyną rzeczą, która ma człowiekowi do zaoferowania.

martwe drzewa

Beata Anna Symołon
foto Czesław Polcyn

Powrót  |  Galeria


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.