herb GidelGIDLE




JUBILEUSZ

PIĘĆDZIESIĘCIOLECIE
ŚWIĘCEŃ KAPŁAŃSKICH
KSIĘDZA MARIANA DUMAŁY

Kś. prałat Marian Dumała


Powróćmy do chwili, kiedy w Księdza życiu zrodziła się potrzeba odpowiedzenia Jezusowi na Jego wezwanie „Pójdź za Mną”. Kiedy zdecydował się Ksiądz pójść za Jezusem? Kiedy w Księdza życiu narodziło się powołanie?
Pytanie bardzo złożone. Trudno odpowiedzieć jednym lakonicznym zdaniem. To bardzo długi proces, który zaczął się już w dzieciństwie. Prawdę mówiąc to nigdy nie myślałem o tym, aby być księdzem – zwłaszcza w czasie wieloletniej służby wojskowej. Jednak te wartości, które przekazali mi rodzice – szczególnie ojciec, gdyż matka zmarła, kiedy miałem cztery lata – zaczęły się rozwijać, odżywać po wielu latach, aż w końcu przyszedł moment, kiedy trzeba było podjąć decyzję co do życiowej drogi. Jednak był to długi proces i zaczął on się już w dzieciństwie.
A czy nie bał się Ksiądz zostawić barki na brzegu? Nie bał się Ksiądz zwątpień, niepewności, trudnych chwil?
Wątpliwości, niepewności, zwątpień bardzo dużo się rodziło. Czas rozeznawania łaski powołania to długi i trudny okres. U mnie ten okres wahań trwał od momentu podjęcia decyzji o wstąpieniu do seminarium jeszcze ponad rok. Ale ciekawy jest ten proces, który doprowadza do utwierdzenia się w swoim powołaniu.
W moim życiu takim pierwszym punktem, który mi coś zasygnalizował, był moment, kiedy jako żołnierz przebywałem w północnej Szkocji. Pewnej soboty skorzystałem z sakramentu pokuty i pojednania. Nie wiem jednak, co tego księdza ruszyło w mojej spowiedzi, gdyż odwrócił się, uśmiechnął, zapytał w jakiej formacji służę, a potem mi powiedział „Ty jeszcze będziesz księdzem”. Sam nie potrafię powiedzieć, co tego kapłana natchnęło? Minęły lata, ja zapomniałem o tej sytuacji, ale te słowa jednak pozostały gdzieś w środku we mnie.
Nie mówi Ksiądz o swoich tytułach, a przecież jest ich sporo…
W zasadzie nie lubiłem o tym mówić. Bo komu miałem się podobać? Chociaż czasem ktoś merytorycznym pytaniem zmusił mnie do ujawnienia kilku szczegółów. Wszystkie moje odznaczenia wojskowe otrzymałem od władz polskiego rządu na uchodźstwie (choćby ostatnie odznaczenia z rąk samego prezydenta Kaczorowskiego czy od ministra spraw zagranicznych na uchodźstwie Zygmunta Szkopiaka). Jednak oddałem je wraz z metrykami pełną dokumentacją proboszczowi parafii Gończyce, 10 km na południe od Garwolina, bo tam pierwszy raz w życiu brałem czynny udział w krwawej walce. Tam też w ostatniej chwili zostałem zwolniony z egzekucji. I jako podziękowanie, wszystkie moje odznaczenia oddałem przed obraz Matki Bożej Szkaplerznej w Gończycach.
Czy ma Ksiądz jakąś dewizę swojej posługi duszpasterskiej? Jeśli tak to jak ona brzmi?
To motto, to słowa, które wypisałem na obrazku promicyjnym. To motto umieściłem również na obrazku jubileuszowym. A są to słowa: „Jedynemu Bogu cześć i chwała!” (ITml,17). Niczego w życiu więcej mi nie potrzeba. Służba Bogu–Człowiekowi i nic więcej! To hasło jednak bardzo nieudolnie mi wyszło. Nie sądziłem bowiem, że ta bezinteresowna służba jedynemu Bogu i tylko Bogu, nie jest tak łatwa, jak mi się wydawało. Wyszło mi natomiast perfekcyjnie co innego, włosy z głowy.
Dla prawdziwego katolika najważniejszym momentem dnia jest Eucharystia – źródło i szczyt życia chrześcijańskiego. Czym dla Księdza jest Eucharystia?
I tu znów muszę sięgnąć do pieleszy rodzinnych. Mój ojciec – prosty, ale mądry człowiek – nauczył mnie szacunku do tego, co mówi ksiądz. Kiedy wracałem z Eucharystii tata zawsze mnie pytał: co ksiądz mówił na kazaniu? I ten szacunek do księży pozostał mi do dzisiaj. Jeśli zaś chodzi o Eucharystię, to ona zawsze była najważniejsza. Pamiętam Eucharystię w niewoli, kiedy nas jeńców wojennych było tak dużo, że zabrakło komunikantów. To była dla mnie najbardziej wstrząsająca Komunia, kiedy ksiądz sprawujący tę Eucharystię, tak pokruszył komunikanty, że ja dostałem tak maleńki kawałek hostii, że ledwo poczułem tę kruszynkę na języku.
Później, kiedy już przyszła służba wojskowa a bardzo długo służyłem, bo dziesięć lat, dwa miesiące i cztery dni – zawsze pamiętałem o Eucharystii. Samą służbę zacząłem od Eucharystii. Nawet kiedy byłem w niewoli w Zelechowie i zobaczyłem przez szparę w płocie kościół, poprosiłem Niemców, żeby przyprowadzili księdza, bo chciałem się wyspowiadać. I przyprowadzili…
Potem kiedy na przykład byłem w Szkocji w ruchomych jednostkach, założyłem na siebie pierwsze dystynkcje polskie i pobiegłem do spowiedzi. Zawsze więc, gdziekolwiek byłem, coś niewymownego ciągnęło mnie do Eucharystii. Dziś poza Eucharystią więcej świata nie widzę. Eucharystia i przy jej boku służba człowiekowi to najważniejsze dla mnie rzeczy.
Papież Benedykt XVI podczas pielgrzymki do naszej ojczyzny powtarzał „trwajcie mocni w wierze”. Co dla Księdza znaczą te słowa?
W moim życiu trwanie w wierze było sinusoidą. Przyczyniły się do tego trudne i okrutne warunki. Ale gdzieś po tych wszystkich doświadczeniach zawsze wracała refleksja: a jednak Najświętszy Sakrament, a jednak Kościół… Wizja wiary pomagała mi powstawać z upadków.
Jak Ksiądz postrzega dzisiejszy świat? Czym różni się on od świata z lat młodzieńczych Księdza?
Okrucieństwo i błędy tamtych czasów tylko pod innymi formami, tematami przetrwało do dziś. Dlatego nie znoszę powiedzenia „ta dzisiejsza młodzież”. Bowiem tak samo jak nad naszymi głowami załamywali sobie ręce nasi rodzice, tak samo załamują sobie ręce dziś współcześni rodzice. Upadał świat i upada, ale to jest skutek grzechu pierworodnego. Zmieniają się tylko metody, okazje, tematy upadków, ale ludzie grzeszyli i grzeszą cały czas. I to się nie zmieni. Ludzie cały czas będą grzęznąć w błocie tego świata. Wydaje mi się, że będziemy nadal błądzić. Kto uważnie studiował historię od starożytności po dzień dzisiejszy, ten zauważy, że zawsze były epoki, które kończyły się rozlewem krwi i to czeka również współczesny świat. Tylko już my może nie dożyjemy tych katastroficznych zmian.
Powiedział Ksiądz, że ludzie od wielu lat powtarzają słowa „ach ta dzisiejsza młodzież”. Dziś jednak z ust kapłanów i nawet z ust Papieża usłyszeć można, że to młodzież jest nadzieją Kościoła. Co Ksiądz sądzi na ten temat? Czy młodzież rzeczywiście jest nadzieją dla świata i kościoła?
Na młodzież stawiały wszystkie systemy: komuna, hitleryzm. Młodzież od zawsze była nadzieją. Teraz jest podobnie. Ja uczyłem 45 lat młodzież, więc wiem, że idąc do młodzieży trzeba się modlić. Nie wystarczy mądrość. Jeśli ktoś imponuje mądrością, to ta mądrość szybko zblednie. Trzeba się modlić i za młodzież i za kapłanów, bo to oni są nadzieją dla świata, to oni są najbardziej wdzięcznym audytorium. Trzeba jednak i merytorycznie się przygotować i to meritum modlić.
I ostatnie pytanie, swoje życie poświęcił Ksiądz służbie Bogu. Przez całe życie Ksiądz szedł i nadal idzie do Boga. Dlatego oprócz ujrzenia Trójjedynego „twarzą w twarz” czego można Księdzu życzyć?
To pytanie nie jest łatwe. Myślę, że trzeba zostawić wszystko Panu Bogu. Na moim obrazku jubileuszowym umieściłem jeszcze jedno zdanie z Pisma Świętego: „Teraz, o Panie, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju… Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie” (Łk 2,29–30) I tego najwyżej można mi życzyć.
W imieniu swoim i wszystkich czytelników obiecuję modlitwę w Księdza intencji i dziękuję za rozmowę.

Z ks. Marianem Dumałą rozmawiała Patrycja Duda

Źródło: wydawnictwo Wspólnoty Wiernych parafii p.w. Św. Jadwigi Królowej w Radomsku – „Królowa Jadwiga” Radomsko rok VII(XV) nr 20(58) lipiec–październik 2006


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.