„Gazeta Radomskowska” z 1935 roku zrelacjonowała swoim czytelnikom niecodzienne wydarzenie z życia lokalnej społeczności żydowskiej. Jego klimat i opis tak nieznanej nam kultury, warte są przypomnienia.

Ślub rabinówny.

Dzień wtorkowy [tj. 22 stycznia 1935 roku] był dla ludności żydowskiej naszego miasta niebylejakim ewenementem. Dnia tego bowiem rabin tutejszy, nazwiskiem Kalisz, wydawał za mąż swoją jedynaczkę za syna bogatego rabina – cudotwórcy, również Kalisza z Otwocka.
Gdy popołudniowym pociągiem od strony Warszawy przybył pan młody w towarzystwie swojego ojca i licznej rodziny, na ulicę obok stacji wyległy olbrzymie tłumy ludności żydowskiej, by ich zobaczyć i powitać, a nade wszystko pozdrowić i dotknąć rabina – „cudotwórcę” [w ten sposób swoje zwątpienie w jego nadprzyrodzoną moc wyrażała redakcja „Gazety Radomskowskiej”], który w swej czapce z sobolowych skór, wyróżniał się od razu. Gdy rabin ten z trudnością przedostał się przez tłum i wsiadł w dorożkę, kto tylko mógł cisnął się, by dotknąć go chociaż ręką. Nawet wtedy, gdy dorożka już ruszyła, czepiali się jej upadając w błoto.
W kilka godzin później oczekujące znów tłumy powitały w podobny sposób jeszcze ważniejszą osobistość rabinacką, mianowicie rabina Rabinowicza z Sosnowca, który uchodzi za najbogatszego człowieka w Polsce. Rabin Rabinowicz, jak wiadomo, pochodzi z Radomska, a panna młoda jest jego siostrzenicą.
Oczekiwane uroczystości weselne rozpoczęły się dopiero o 11 wieczorem. W tym to czasie wychodząca z teatru publiczność [z występu chóru Dana z solistą – Mieczysławem Foggiem – BAS] była świadkiem osobliwego pochodu. Mianowicie ulicą Przedborską, a następnie koło synagogi szedł tłum Żydów, liczący z górą 1000 osób. Pośrodku prowadzony był pan młody, a wokół niego chasydzi z dużymi pejsami, ubrani w stroje i kapelusze, jakie noszą Żydzi galicyjscy – wykonywali przeróżne dziwaczne pląsy przy dźwiękach gry na skrzypcach, którą znów wygrywali inni chasydzi.
Całe to towarzystwo udało się do lokalu gminy żydowskiej przy ulicy Mickiewicza, gdzie już tam wobec nagromadzonych tłumów, zalegających szczelnie dziedziniec, policja zmuszona była utrzymać porządek. Tłok i ścisk był tak wielki, że co chwilę ktoś mdlał, lecz po doprowadzeniu do przytomności pozostawał nadal.
Dopiero o godzinie 4 nad ranem oczekiwany ceremoniał ślubu odbył się, zaś uczta weselna trwała jeszcze przez całą środę i czwartek.
„Gazeta Radomskowska” 1935, nr 3
I nieoczekiwanie niemiły epilog w dwu odsłonach
Wczoraj ok. godziny 4 po południu, gdy młoda para rabinacka, której ślub przed tygodniem odbył się tak hucznie w Radomsku, odprowadzała na dworzec kolejnych gości weselnych, jacyś złodzieje wykorzystawszy ten moment, dostali się do mieszkania młodych Kaliszów przy ulicy Przedborskiej, skąd skradli sporo garderoby, biżuterię i różne prezenty ślubne [na ogólną sumę ok. 2.000 zł].
Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła dochodzenie.
„Gazeta Radomskowska” 1935, nr 5
Po upływie kilku dni skradzione rzeczy podrzucone zostały do domu modlitwy przy ulicy Reymonta 31, skąd powróciły do właściciela. Na ten temat krążą pogłoski, że poszkodowany rabin dał sprawcom 300 zł „okupu” i rzeczy te zwrócili mu.
„Gazeta Radomskowska” 1935, nr 6

Beata Anna Symołon


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.