Przedwczesna i nagła śmierć żony Ireny zainicjowała nowy, szukający ukojenia we wspólnej przeszłości, cykl obrazów Stanisława Imienińskiego. Cykl niezwykle osobisty, głęboki, przejmujący.

Imienińskiego paleta smutnej nadziei.
W hołdzie Irenie


Możność obcowania każdego dnia z obrazami artysty nie zmusza do zastanawiania się nad własnymi estetycznymi upodobaniami, stosunkiem do poszczególnych dzieł i wreszcie nie wymusza dokonywania wyborów. Nie posiadając bowiem niczego, posiadamy wszystko. I dopiero splot jakiś szczególnych emocji każe wybierać. Potrzeba czasu, by dostrzec w tym wyborze działanie przeznaczenia. I spróbować je poniewczasie odczytać.
Irena Imienińska wybrała jeden obraz, który odtąd zawisł na stałe w salonie. Subtelny pejzaż z wiotkimi drzewami w tonacji bieli, czerni i fioletu (Struny światła – fiolet i czerń). Wszystkich żałobnych barw. Dominujący fiolet był królewską oznaką żałoby. Jest czytelnym symbolem pokuty i refleksji okresu postu. Okresu wyczekiwania na zmartwychwstałego Pana. Stosunek do bieli i czerni, jako kolorów żałoby, uległ współcześnie polaryzacji: na czerń symbolizującą śmierć i żałobę po zmarłym oraz biel pełną nadziei na nowe życie1 . Mniej hermetyczna kultura wschodnich Słowian w bieli żegnała swoich zmarłych. To europejskie odejście od żałobności bieli następowało powoli. W kulturze chrześcijańskiej biel nie jest już kolorem żałoby, jednak poza granicą nieżywego ciała, dusza przechodzi na stronę świetlistej bieli. Pokuta i refleksja, izolacja życia od śmierci, ale i żal, zgoda na los, za którym nie musi kryć się kolejne wcielenie, lecz wieczność. W czarno–fioletowym krajobrazie żalu, smutku i zadumy rosną cztery białe drzewa nadziei. Jedno odłączone od pozostałych. Bliższe bieli horyzontu.
Wybór czarno–fioletowego pejzażu był wyborem śmierci, zapewne nieświadomym, lecz czytelnym w swej symbolice. Choć może nie tak czytelnym, jak ostatnia fotografia pani Ireny, z której zniknęły wszystkie barwy a ich miejsce zajęła szarość2 , oblicze śmierci wyraźnie przebija przez rysy pięknej kobiecej twarzy. W szarości umierania i oliwkowej zieleni jesieni, w przestrzeni między umieraniem a pośmiertnym życiem duszy, utrzymane jest tło obrazu. Sportretowana sylwetka żony zamknięta została w czarnym zuniformizowanym kostiumie z białą bluzką. Nie do końca umarła, a jeszcze nie duchowa, fizycznie obecna i nieobecna za zamkniętymi oczyma i zaciśniętymi ustami. Nie ma Cię – odeszłaś, lecz dla malarza nie ostatecznie, nie na zawsze… Uczuciowe i artystyczne powroty są przecież możliwe. Odpowiedzią na ten portret jest autoportret artysty. Pierwotne szare tło zastąpione po pewnym czasie kipiącą, rozświetloną jesiennym słońcem, oliwkową zielenią. Wewnętrzność niespokojnych myśli została uzewnętrzniona. Wewnętrzna zapaść ustępuje miejsca nadziei przeszłości, bowiem tylko przeszłość – jako jedyny rzeczywisty czas3 – może być oparciem dla teraźniejszości. Sylwetka ukazana z profilu jest zwarta, dynamiczna i domknięta czernią okrycia. Osobna.
Fiolety, biele i czernie z całym kontekstem znaczeń powracają na wielu obrazach Imienińskiego (Groza świata umarłych, Moc fioletowej przestrzeni…). Fioletowe wzgórze i dach chałupy stanowi zapowiedź nieuchronnego końca świata wiejskich spokojnych, oddalonych od cywilizacyjnego szumu, osad. Równoczesna żałoba i nadzieja na życie wieczne toczą walkę w przestrzeni nieba na obrazie malowanym w dniu pogrzebu papieża Jana Pawła II. Ziemi, spowitej purpurą dostojeństwa, nieobce jest także owo żałobne rozdarcie, lecz odbywa się ono w bliższym, bardziej ludzkim wymiarze.

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy, (…).4

W twórczości Imienińskiego często powracającym motywem jest nieczytelna droga kończąca się niezwykłym rozświetleniem, oślepiającą wręcz bielą. Raz wyraźnie stopniowana droga ulega w górze gwałtownemu zwężeniu, a światłość wybucha jakby po drugiej stronie porosłej lasem nagich drzew góry. Biel eksploduje w niebiesko–granatowe niebo zgeometryzowanymi ładunkami światła. Innym razem nikłą drogę w ciemnogranatowym krajobrazie rozjaśnia promienista biel wieczności5 . Ale bywa też światłem zagubionym w ogromie błękitu i tylko jego delikatne smugi pełgają po błyszczącej powierzchni …nieba, morza, kosmosu. W bieli wieczności powoływane są do życia źdźbła. Wieczność jest czasem początku i czasem końca.
Imieniński maluje dusze wstępujące do nieba. Pamięci zmarłego brata poświęcony został chyba najbardziej symboliczny obraz (Ty tu, a Twoja dusza tam) w dorobku artysty. Skrócony o jedno ramię krzyż przybrał kształt litery „T”. Nad nim unosi się koło. Z jego wnętrza wydobywa się jasność o niezwykłej intensywności. Jej promienie rozświetlają krzyż, a potem cały obraz, intensyfikując się w jego dole. Dusza, oderwana od cierpień ziemskiego krzyża, unosi się do nieba. Albo inaczej: dopiero w chwili śmierci osiągamy pełnię człowieczeństwa.
Dusza żony opuszcza ziemię bezszelestnie. Rozpływa się w nieprzeniknionej zieloności wiejskich zabudowań. Delikatną poświatą rozjaśnia zamglone niebo.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno6.

Szarości, czernie i ciężkie brązy zawładnęły przejściowo paletą Imienińskiego. Lecz tak jak wielokrotnie przepracowywane tło autoportretu artysty zmieniło swoją barwę, one także stopniowo odchodziły w niebyt. Kilka płócien utrwaliło ten przejściowy stan. Wulkaniczna czerń wybuchła między rudościami i brązami (Świat żółtego wariata). Nic nie jest w stanie zapanować nad jej pędem. Rudo brązowa ścieżka na dole obrazu. Ponad nią wznoszą się niespokojnie ku górze masy szarej mgły. Ta jesienna droga budzi już pewną nadzieję. Porośnięta drzewami linia horyzontu i tafla lodowatej wody. Lecz w wielu drobnych miejscach chłód szarości łamią ciepłe fale brązu.
Obrazy Imienińskiego opowiadają historię życia żony Ireny. Liczący ponad 140 lat dom (Tu przyszła wybrana) z drewnianych bali jest miejscem jej narodzin. Fakturze drewna, ciepłu małych zasłonek, możemy przyjrzeć się z bliska na obrazie W starej izbie piękne okno. Intensywna ostra zieleń okien i drzwi, w sposób niepozostawiający wątpliwości, budzi nadzieję. W przeciwieństwie do domu, otoczenie jest miejscem zaniedbanym, brudnym, takim, które bez sentymentu można porzucić (Zaniedbane stare obejście, Wietrzenie wapiennej obory).
W wiejskim pejzażu Ciężkowiczek   w miejscu wakacyjnego zapoznania państwa Imienińskich – pierwszy plan pola wypełniała pierwotnie czerń ziemi, która z czasem porosła dojrzałym złotym zbożem. Mimo dramatu, życie musiało potoczyć się dalej.
Gęsta zieleń lasu (Las dziewicy). Tchnący nadzieją kolor okien, teraz stał się barwą dominującą. Złociste światło na cienkich sosnowych pniach nadaje obrazowi wymiar metafizyczny, będący równocześnie pomostem między nieznaną przyszłością a zapamiętaną i ważną przeszłością. Jest powtórzeniem rytmu z fioletowo–czarno–białej kompozycji. To spotkanie jest zapowiedzią spełnienia. Rzeczywiste spełnienie przynoszą obrazy: Idzie bardzo ładna noc i Biała noc na błoniach w Ciężkowiczkach. Rozbielone szare niebo, czarne cienie, głęboka zieleń miękkiej murawy i dominująca, niezmącona żadnymi odgłosami, cisza. Cisza możliwa do usłyszenia. Ten spokój i ta cisza usankcjonowane zostały obecnością ukrzyżowanego na przydrożnym krzyżu Chrystusa.
Wiejskie pejzaże Ciężkowiczek stanowią gros obrazów w dorobku ostatnich miesięcy artysty. Niskie bielone chaty, drewniane wysokie stodoły, takież płoty, smukłe pojedyncze drzewa. Wszędzie otwarta przestrzeń. Otwarte pola – z reguły, ale także zagrody, obory i domy. Między płotami można kluczyć, ale nigdy zagubić tak, by nie znaleźć wyjścia. Lecz jest to świat opuszczony nie tylko przez ludzi, ale i zwierzęta. Świat przeszłości pozostawiony duchom i wspomnieniom na zamieszkanie. Imieniński powraca do tych pejzaży w pełnym słońcu, o zachodzie różowiącym dachy i płoty, o zmierzchu zamglonego księżyca. Wzrokiem obejmuje całą okolicę, poszczególne domostwa, zaułki zabudowań, płotów, zrytmizowane ciągi drzwi, pojedyncze okna i drzwi. W ciepłych barwach jesieni zatrzymuje wiosnę życia.
Cierpienie jest darem. W tym są zgodne ze sobą religie Wschodu i Zachodu. Tylko od człowieka zależy czy je dostrzeże, przyjmie i wykorzysta jako narzędzie do ukształtowania nowej głębszej postaci swojej świadomości7. A sztuka jest miejscem szczególnie otwartym na ludzkie przeżycia8. Każde potrafi wchłonąć.

1 „W tych kulturach, w których ludzie żyją lękiem przed śmiercią, żałobnicy ubierają się na czarno, żeby odstraszyć od siebie śmierć, izolować ją, ograniczyć do zmarłego. Tam jednak, gdzie śmierć jest uważana za inną formę, inną postać istnienia, żałobnicy ubierają się na biało i na biało ubierają zmarłego: biel jest tu kolorem akceptacji, zgody, przystania na los.” R. Kapuściński, Imperium, Warszawa 1993, s. 37.
2 Patrz: A. Wilson, L. Bek, Jesteś kolorem, t. T. Tarkowska, Warszawa 1993, s. 78
3 „Teraźniejszość jest czymś, co nas wiąże. Przyszłość tworzymy sobie sami. Tylko przeszłość jest czystą rzeczywistością”. S. Weil
4 Cz. Miłosz, Nadzieja
5 P.B. Shelly
6 Cz. Miłosz, Nadzieja
7 Por.: A. Gruen, O duchowości inaczej
8 „(…) sztuka to nie kontemplacja, lecz przeżywanie ludzkich spraw”, T. Brzozowski


Beata Anna Symołon
foto Czesław Polcyn

Powrót – Back


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.