Wszyscy, którzy obcujemy na co dzień z twórczością Imienińskiego, przez lata ulegaliśmy zbiorowemu złudzeniu. Wszystkim nam wydawało się bowiem, iż mamy do czynienia ze sztuką artystyczną, pisaną nawet z dużej litery, podczas gdy w rzeczywistości Imieniński uprawia sztukę użytkową – projektuje i maluje przedmioty mające praktyczne zastosowanie w życiu. Przyczyn tej zbiorowej halucynacji należy szukać w coraz większym odchodzeniu malarza od konkretnych wyobrażeń na rzecz syntezy krajobrazu i jego elementów. Owo odrealnienie wiązaliśmy z przeniesieniem sztuki na coraz wyższe poziomy abstrakcji. I to nas zgubiło. Działo się bowiem dokładnie na odwrót. Dlatego spróbujmy choć dziś spojrzeć chłodnym okiem na dokonania Imienińskiego, by zrozumieć jak bardzo nadużył on naszą naiwność i zaangażowanie emocjonalne.

O praktycznym zastosowaniu świata przedstawionego
na obrazach Stanisława Imienińskiego.


Warto zacząć od przykładu najbardziej znanego i czytelnego: rozczapierzonych drzew Stacha. Otóż nie są one niczym innym jak projektami drapaczek do pleców, które można zakupić na każdym kurortowym straganie z pamiątkami. Ostre zakończone konary przydrożnych wierzb i nagich sosen mają za zadanie przegnać definitywnie każde pleców swędzenie, a wielość kolorów i form służy jedynie celom komercyjnym – im szersza oferta sprzedaży, tym większa liczba potencjalnych, zadowolonych z produktu, nabywców. Czytelność powyższego zarzutu osłabić mógłby przykład Mózgu czerwonego wariata, ale to tylko kolejna zmyłka. Rozbudowana bowiem korona intensywnie czerwonego drzewa służy jedynie temu, by utuczony na owsie nabywca mógł dokładnie rozmasować swoje przygarbione wieloletnim kłamstwem plecy. Tytułowa krytyka komunizmu jest więc tylko kolejnym mydleniem oczu, będąc w rzeczywistości wyjściem naprzeciw oczekiwaniom tej grupy odbiorców.

Drapaki czy drzewa?
Wszyscy znamy wiejskie domki Imienińskiego, ale i tutaj udało się temu radomszczańskiemu magowi nas zmylić. Owe pojedyncze, zbiorowe, zawirowane ukośnie domki są projektami najzwyczajniejszych magnesów na lodówkę. I może nie jest to nawet tak zły pomysł, gdyż niejednemu nabywcy może taki domek przypomnieć jego wiejskie korzenie i zechce coś – choć przez chwilę – dla swojej przeszłości czy rodziny zrobić. Domowe zastosowanie posiadają także pojedyncze i podwójne postaci ludzi. Imieniński malując je projektuje ceramiczne figurki na półki. Te podwójne, złączone na dole, są projektami porcelanek bardziej skomplikowanych, bo obrotowych. A że nie zawsze są prawidłowo wyważone, czasami muszą podpierać się laskami, by nie upaść.

Domki czy magnesy
Poważniejszym problemem są licznie pojawiajace się na płótnach Imienińskiego wysmukłe drzewa. Trudno je w ogóle podejrzewać o praktyczne zastosowanie. A jednak… Sam autor na obrazie Pustelnia zdemaskował je. Otóż te smukłe pnie służą do rozciągania między nimi sznurków na suszącą się bieliznę. A że jest ich tak wiele, to nowa tradycja rozkładanych metalowych suszarek musi zostać zastąpiona powrotem do sznurków. Trudno, wygoda wygodą, a pomysły artystów trzeba doceniać, nawet jeżeli są nieco archaiczne.

Drzewa czy stojaki do suszenia bielizny
Wiele prac Imienińskiego pełni dosłownie funkcje terapeutyczne. I to przyczyna ich ogromnej nabywalności. Każdy bowiem sfrustrowany pracoholik zakupić może u artysty okno lub drzwi na płótnie, zawiesić je na ścianie i pomyśleć spokojnie o tym, jakim to miłym i otwartym na świat i ludzi jest człowiekiem, skoro przez Stachowe okno może sobie popatrzeć, a otwarte drzwi od obory wpuszczą przecież do niego każdego potrzebującego.
Jednak wyrafinowany pragmatyzm Imienińskiego uwidacznia się dopiero w tym, co namalował na własny użytek. Bo kto z Państwa pochwalić się może własną szczęką wiszącą na ścianie. Wszyscy mamy jakieś zęby własne, ceramiczne, a może nawet złote, ale zębami, które są dziełem sztuki nikt z nas poszczycić się nie może. I gdy wściekłość z powodu zębów jeszcze nas nie opuściła, artysta Imieniński, dolewa oliwy do ognia i tworzy sobie własnego, jedynego, indywidualnego ducha. O tym nawet w duchu nikt z nas na pewno nigdy nie pomyślał, a on tak. I namalował – pod pretekstem tworzenia portretu żony – ducha żywego. I uzyskał na stałe to, co Aladynowi i jemu podobnych bohaterom bajek, udało się tylko trzykrotnie i to pod wieloma obostrzeniami. A z posiadaczem prywatnego ducha nikomu mierzyć się nie przystoi.

Beata Anna Symołon
foto Czesław Polcyn

W dniu 05.08.2005r w pomieszczeniach Galerii Muzeum w Radomsku otwarto wystawę Stanisława Imienińskiego połączoną z 65 rocznicą urodzin artysty. W przyjacielskiej, prawie rodzinnej atmosferze, przebiegało spotkanie przy dźwiękach Radomszczańskiej Kapeli Podwórkowej.

Redakcja

Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.