Motto:
Naprawdę cenną rzeczą w korowodzie ludzkiego życia jest dla mnie nie państwo jako twór polityczny, lecz wrażliwa, twórcza jednostka, osoba ludzka; zdolna sama tworzyć najszlachetniejsze i najwznioślejsze rzeczy, podczas gdy stado ludzkie w swej masie nie myśli i nie odczuwa."
/z „What I Believe”, 1930r./

SURI, KLIMATY LANKIJSKIE – KRZYSZTOFA MUSKALSKIEGO
I...WSPANIAŁA RADOMSZCZAŃSKA MŁODZIEŻ.

Swego czasu wyłuskałem na jednym z portali internetowych, następującą myśl wpisaną do pamiętnika sąsiadki w Caputh, Niemcy, 1932 r:
„O, Młodzieży: czy wiecie, że nie jesteście pierwszym pokoleniem, które pragnie życia pełnego piękna i wolności? Czy wiecie, że wszyscy wasi przodkowie czuli to samo, co wy teraz - i padli ofiarą kłopotów i nienawiści? Czy wiecie, że wasze najżarliwsze życzenia mają szansę się spełnić tylko wtedy, gdy uda wam się zdobyć miłość i zrozumienie ludzi, zwierząt, roślin i gwiazd, tak że wszelką radość stanie się waszą radością, a wszelki ból waszym bólem."

Czwartek 26.01.2006 godz. 17.45- sala kameralna Miejskiego Domu Kultury w Radomsku. Panuje w niej półmrok, poprzetykany odblaskiem migocących na stolikach malutkich zniczy – wokół roznosi się narkotyczny zapach imbirowej cejlońskiej herbaty. Szukam z żona miejsca przy jakimkolwiek stoliku – dostrzegam w oddali dwa wolne – to już ostatnie. Na ekranie kinowym napis: „Klimaty Lankijskie”– wystawa fotograficzna Krzysztofa Muskalskiego. Siadamy. Teraz dopiero w uszy moje wpadają dźwięki, lankijskich melodii – jestem oczarowany atmosferą. Ludzie ciągle dochodzą – zaczyna brakować nawet miejsc stojących. Wzrok pomału przyzwyczaja się do widzenia w półmroku. Jestem zaskoczony. Sala kameralna, w 90 procentach wypełniona jest młodymi ludźmi w wieku, od 16 – 20 lat. To nasza radomszczańska młodzież!
Często lokalne media, twierdzą, że ludzie młodzi wykazują małą wrażliwość na piękno, że interesują ich tylko niewybredne rozróby i nieznośna muzyka podawana w oparach piwnych pubów. Ten mit dzisiaj pękł całkowicie. Mamy wspaniałą i wrażliwą młodzież, o mocno rozbudzonej wrażliwości estetycznej, potrafiącą kochać, myśleć po dorosłemu – wrażliwą na ból i piękno – tylko my, ludzie starsi staramy się niesłusznie, przylepić im wady, na które nigdy nie zasłużyła. Tu w sali kameralnej MDK, nie będzie występu hiphopowego, nikt nie poda im piwa, nie będzie dyskoteki, lecz spotkanie z kulturą Sri Lanki, poetą i tłumaczem Ratnasiri Suriya Arachchim /Surim/.
Suriego poznałem kilka lat temu na jednym z Światowych Festiwali. Wyróżniał się z tłumu uczestników, mimo swojej drobnej postaci. Suri świecił wśród innych tajemniczym blaskiem. Potem, kiedy go bliżej poznałem dowiedziałem się, że Suri w języku Syngalezów znaczy „słońce”. To Słońce Sri Lanki, do dzisiaj przesyła mi promienie swojej przyjaźni.
Kto to jest Suri i skąd się wziął w Polsce? Urodził się w Sri Lance /dawny Cejlon/, ponad 40 lat temu. Studiował biznes i administrację na uniwersytecie w Kolombo. Rozczytując się w poezji Puszkina, i Lermontowa, sam zaczął pisać swoje wiersze. Wiersze jego doroślały zbiegiem lat, a wielka miłość do literatury rosyjskiej, stała się przyczyną jego studiów w Moskwie. Czy tylko fascynacja kulturą rosyjską była przyczyną jego wyjazdu do Moskwy? Suri pojechał do Moskwy, także po to, by poznać tam młodziutka studentkę filologii rosyjskiej, mieszkankę Rudy Śląskiej – Ewę. Przyjęła oświadczyny i...Suri z Ewą, decydują się na wspólne życie. Ślub odbył się na Sri Lance, ale decyzja dotycząca docelowego zamieszkania padła na Polskę. Na lotnisku wylądował z jedną walizka w ręce i wielką nadzieją, że Polska stanie się jego nową ojczyzną – ojczyzną jego i dzieci. Nie znał języka, nie znał obyczajów, a jednak gdzieś w podświadomości czuł, bliskość i ciepło tego kraju. Suri jest buddystą niezbyt przywiązany do praktyk, jednak filozofia wynikająca z Buddyzmu jest jego siłą napędową. To cztery szlachetne prawdy, sformułowane przez Buddę w pierwszej surze, wskazują na cierpienie człowieka i drogę uniknięcia cierpienia poprzez osiągnięcie oświecenia, do którego prowadzi ośmioraka ścieżka. Buddyzm mówi mu, że wiara w cokolwiek jest istotna tylko, o ile pomaga w osiągnięciu oświecenia. Najważniejsze jest wykazywanie współczucia w stosunku do innych czujących istot.
Na wieść o tsunami, które dotknęło i jego ukochaną Sri Lankę, w której zginęło kilkadziesiąt tysięcy osób, Suri kierując się wyznawaną filozofią, natychmiast uruchamia wszystkie swoje siły, organizując tu, na miejscu pomoc dla swoich rodaków.
Taki jest Suri człowiek. A poeta? W jego wierszach widać wielką oszczędność słów, po to chyba, żeby wyartykułować te najważniejsze, które mają razić czytelnika istotą konkretnego przekazu. Nie, nie jest to poezja buntu, nie zawiera patetyczności – jest to poezja życia, nad którą zawisł liryczny opar melancholii.
Suri – Słońce. Takie właśnie słońce świeciło w sali kameralnej MDK w Radomsku, pewnego styczniowego wieczoru. Sam osobiście nie odczuwam, w poezji Suri syngaleskiej obcości.
Takiego wspaniałego Suri, przy imbirowej herbatce, z zapartym tchem słuchała wspaniała młodzież radomszczańska. Na zakończenie należy dodać, ze prezentacji poezji dokonał autor, przy świetnym współudziale Andrzeja Gurazdy oraz Przemysława Klekota.
Koncert doszedł do skutku, dzięki wielkiemu zaangażowaniu w organizację tej imprezy, Pań Wioletty Kowalskiej, Beaty Anny Symołon, świetnego radomszczańskiego fotografika Czesława Polcyna oraz właściciela Niezależnego Radomszczańskiego Serwisu Regionalnego Zdzisława Wiśniewskiego. Właśnie ta grupa ludzi pozytywnie zakręconych w porozumieniu z dyrektorem MDK, znalazła sponsora w osobie Pani Longiny Mazik – przedstawicielki Biura Turystycznego „Long Travel”, a efektem była przecudowna herbatka imbirowa, wypita w lankijskich klimatach.
Teraz jakem Kosur – anonim, wyciągam ze swojego sztambucha wiersz, który powstał na drugi dzień, po tym spotkaniu. Wiersz jest o Surim jadącym do naszego miasta i o biedzie, której tak wiele słów współczucia poświęca on w swoich wierszach:


Suriemu

„pociąg osobowy z rudy śląskiej do radomska
wjedzie na tor pierwszy, przy peronie drugim”


poranna toaleta rozmyła się
w powiewie siarczystego mrozu

upokarzająca szarość budynku
przywitała odorem niechcianej biedy
lub zastanawiającego wyboru

oczy wysuszone samotnością
iskrzyły błagalnie
kolorem wczorajszego denaturatu

ręce skurczone w niemym geście
tuliły schwytany niedopałek
z nadzieja na znalezienie
porzuconej skórki chleba

pociąg osobowy z rudy śląskiej do radomska
przewozi wypacykowaną bezsilność
ukrytą w zakamarkach ludzkich serc


KOSUR–anonim
31.01.2006

Tekst zamieszczono w tygodniku „Komi i Czemu” nr 6 (364) z dznia 8–14 lutego 2006 r. /Z.W./

W czasie cejlońskiego wieczoru, 26 stycznia 2006 r., w Miejskim Domu Kultury w Radomsku, w sali kameralnej została otwarta wystawa fotografii Krzysztofa Muskalskigo. Częstochowski okulista i globtroter – znany z niedawnej amerykańskiej wystawy w MBP – zaprezentował tym razem radomszczańskiej publiczności zdjęcia przyrody, zabytków kultury i mieszkańców Sri Lanki. Wernisaż połączony był z promocją albumu K. Muskalskiego Czas podróży, (Garmond, Częstochowa 2005).

W y s p a   w y s n u t a   z   m a r z e ń

W katalogu do częstochowskiej wystawy Moje pasje – podróże Muskalski napisał, iż Sri Lanka jest wyspą na której znajduje się wszystko, o czym globtroter marzy: najpiękniejsze plaże świata na zachodnim wybrzeżu; malownicze wzgórza z plantacjami herbaty i tarasami pól ryżowych, parki narodowe zajmujące ok. 10% powierzchni kraju, niezwykli tancerze ze świętego miasta Kandy i procesje słoni; imponujące zabytki dawnych cejlońskich stolic Annuradhapury i Polonnaruwy, monumentalna królewska siedziba Sigirija, liczące ponad dwa tysiące lat buddyjskie pomniki w grotach Dambulli; wielowiekowa tradycja wyrobu masek i rzeżb, mebli, a nade wszystko ciepli i pogodni mieszkańcy wyspy. Prezentowane zdjęcia są zbiorem pojedynczych zachwytów nad wszystkim.
Rozlewisko rzeki przemierza stado słoni. Rysunki ich sylwetek widoczne są na wielowiekowych malowidłach i rzeźbach świątynnych. Rzeźbiarz wydobywa przy pomocy dłuta masywne ciało słonia z drewnianego bloku. Barwne maski na straganach. Tancerz w rytualnym zawirowanym stroju i masce. Malowidła o twarzach przesłoniętych maskami. Piękne kobiety zastygłe w pozowaniu wśród ulicznego tłumu. Piękne kobiety na skalnej ścianie liczące ok. 1500 lat. Ich uroda, makijaż i zmysłowe pozy dotąd są bezkonkurencyjne i zniewalające. Każda z prezentowanych fotografii zawiera element następnej, otwiera przestrzeń dla nowych interpretacji.
Beata Anna Symołon

Galeria foto

Powrót – Back


Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski  Wszelkie prawa zastrzeżone.